Ania

AniaDlaczego się wspinam?

Wiadomo! Dla fot! No i żeby potrafić sobie odkręcić słoik! Czy też cytując znajomego „nie wyobrażam sobie żebym robił coś innego i nie zabił się z nudów”. 🙂
A tak naprawdę, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

Od jakiegoś czasu wspinanie stało się naturalną częścią mnie, tak fizjologicznie potrzebne do życia, niczym oddychanie. Prawdopodobnie każdego dnia powód jest nieco inny. Chyba właśnie to w tym uwielbiam i dlatego nigdy nie mogę przestać. Na pewno to, co nigdy się nie zmienia, to fascynacja poznawanymi ludźmi. Miewam wrażenie, że od pierwszego dotknięcia skały trafiamy do pewnego rodzaju subkultury, mówiącej własnym językiem, a niekiedy podchodzącej pod masochizm – zwłaszcza gdy krwawią ręce, każda część ciała boli, a chęć wspinania jest jeszcze większa niż chwilę przedtem. Można powiedzieć, że w natłoku codzienności, wspinanie pozwala mi pamiętać o tym, że ludzie są piękni i fascynujący.

Co mnie uwiodło we wspinaniu?
To chyba była miłość od pierwszego dotknięcia skały. Jakbym nagle odkryła czego brakowało w moim życiu. Dziś, z perspektywy czasu, z uśmiechem mogę stwierdzić, że idąc w adidasach, na wędkę, czwórkę w Sokołach, odczuwałam niemal te same emocje, co teraz walcząc na życiówkach 🙂 Lubię wszelkie emocje które doznaje podczas wspinania, zwłaszcza gdy walczę z ograniczeniami własnego ciała. Pozwala mi to rozwijać i poznawać samą siebie. Często jestem zaskoczona tym co odkrywam. [A miało być bez bełkotu o własnych słabościach 😀 ]

Sznurek czy baldy? Nie ma reguły. Pewnie nie jeden trener dałby mi po głowie, ale gdy mam ochotę na linę – jadę wspinać się z liną, jak zatęsknię do baldów – jadę na baldy. Nie potrafię ciągle być wierna tylko jednemu nich. Po kilku tygodniach na którymkolwiek, serce mi pęka na myśl o tym drugim. Mówią, że nie można kochać dwóch na raz, a ja chyba jednak tak mam  Lubię rowiązywać problemy bulderowe, perfekcje każdego ruchu na nich. Piękne jest to że każdy centrymetr na stopniu ma tak duże znaczenie, napięcie mieśni o których się nie miało pojęcia (że istnieją), i wreszcie siłę jaką wkłada się w napięcię ciała, czy też zaskoczenie jak silne są palce, które potrafiły mnie utrzymać.
W linie pociąga mnie mentalna walka ze swoją głową. Przekonanie siebie że niemożliwe, jest możliwe. Podziwiam piękno ruchu we wspinaniu – uważam, że jest sztuką wymagającą perfekcyjnej pracy z ciałem i techniką. Trochę przypomina mi w tym taniec, z którym byłam związana kilka lat, czy jogę – która nauczyła mnie słuchać potrzeb własnego ciała.

Na pewno od zawsze kochałam podróże. Wspinanie odkryło przede mną nowy rozdział tej historii. Od tych 3 lat kiedy się wspinam podróżuję o wiele intensywniej, taniej i każda podróż jest niesamowitą przygodą. Uwielbiam wszystkie małe rytuały, które podglądam u innych ludzi podczas wyjazdów w skałę. Dopiero odkąd się wspinam doceniam w pełni magię porannej kawy, pitej w gronie ludzi, z którymi chwilę później próbuję wejść te kilka centymetrów wyżej nad ziemię 🙂

Hipokryzją byłoby stwierdzenie, że nie wspinam się dla cyfry. Owszem, brzydkiej drogi nie zrobię, choćby była największą „szemrą”. Droga (czy też boulder) musi być przede wszystkim ładna. Dobrze jest za to wiedzieć, że te wszystkie godziny treningów, wspinania, pchają gdzieś moje możliwości do przodu.
Czasem lubię trening sam w sobie, co ciekawe zwłaszcza wtedy, gdy jestem sama o 5:30 w „norze” i robie poranną sesję treningową, aby zdążyć do pracy na 7:00. Niekiedy lubię to uczucie gdy padam trupem do łóżka po 2 treningach, pracy i nauce – śmiejąc się sama z siebie czasem myślę wtedy o wesołym powiedzeniu „boli, to rośnie”. Bywa że śmieję się do łez, gdy w dzień restowy boli mnie samo siedzenie w fotelu, a podniesienie kubka z herbatą jest maksymalnym możliwym wysiłkiem 🙂

Od jakiegoś czasu lubię się też bawić na zawodach boulderowych. Ich atmosfera jest niepowtarzalna. Chyba tylko wtedy jestem w stanie dać z siebie za każdym razem 300% normy.
Co mnie do nich przyciągnęło? Swego rodzaju doping, kiedy niemal wszyscy uczestnicy zawodów dopingują się nawzajem i wygrywa ten, który naprawdę w danym dniu potrafił dać z siebie najwięcej.

A jakby to wszystko podsumować krócej? Kocham wspinanie i nie wyobrażam sobie innego stylu życia.