Albarracin – nareszcie!

AlbarracinAlbarracin od początku był przez nas zaplanowany jako miejsce docelowe naszego wyjazdu. Po dwutygodniowej wizycie w tym miejscu rok temu zgodnie uznaliśmy, że chcielibyśmy tu przyjechać na długo. I wracać, wracać, wracać. Taka miłość od pierwszego wejrzenia 😉 Można powiedzieć, że pomysł na długi wyjazd zaczął się właśnie od tego, że mieliśmy ochotę posiedzieć w Albarracin parę tygodni – a potem wyewoluował dalej… 😉

Jadąc Madrytu do Albarracin czuliśmy się trochę, jakbyśmy przemieszczali się po Marsie – pustkowie i zaorana czerwona ziemia sprawiały takie wrażenie 🙂 Droga minęła nam szybko, z niecierpliwością odliczaliśmy pozostałe kilometry… Czekając na odbiór mieszkania, które zarezerwowaliśmy jeszcze przed wyjazdem z Polski, postanowiliśmy napić się kawy – mało brakowało, a pozbawiłaby nas kawy bezwzględna hiszpańska sjesta, o istnieniu której zapomnieliśmy. Na szczęście, załapaliśmy się jeszcze na kawę i szarlotkę tuż przed zamknięciem lokalu. A co! – trzeba jakoś uczcić przyjazd 😉

Wiecie, jakie to uczucie zobaczyć podwójne łóżko ze świeżą pościelą po dwóch miesiącach spania na dmuchanym materacu w namiocie? Mieliśmy co prawda przedsmak cywilizacji już pod Madrytem, ale mieszkanie tylko dla siebie to całkiem inny poziom komfortu… Pożegnaliśmy życie nomadów, przenieślismy skrzynki z manelami do mieszkania, żeby odgracić samochód, i poczuliśmy się trochę jak w domu…

Albarracin - fun of climbing

Nad ranem, a wlaściwe w środku nocy, przyjechali Michał i Tomek – prosto z lotniska, po długiej podróży – więc duże ilości kawy po przebudzeniu okazały się niezbędne, żeby wszystkich ożywić 😉 Ale że wilka ciągnie do lasu, wspinaczy też, znaleźliśmy szybko energię na spakowanie jedzenia i szpeju i popędziliśmy w skałkę…

Czerwony piaskowiec jest jedyny w swoim rodzaju – przyjemny dla skóry, z dobrym tarciem, tworzący wszelkie dostępne we wspinaczkowym świecie formacje. Każdy znajdzie tu coś dla siebie – przewieszenia, piony, połogi – każde w wersji krawądkowej, oblakowej, siłowej, technicznej… Nie bez znaczenia było też towarzystwo chłopaków, ich motywacja udzieliła się i nam, dzięki czemu dość szybko przeszliśmy fazę rozwspinania 😉 Szybko zaaklimatyzowaliśmy się wspinaczkowo i ruszyliśmy wyrównywać porachunki z zeszłego roku i wybierać projekty (Michała projekt padł szybko – lewa wersja Techo don Pepo za 7C poddała się już podczas drugiej sesji!).

5p1a9295-edit-facebook

Dużo ruchu w ciągu ostatnich kilku tygodni, jedzenie prawie wyłącznie własnoręcznie ugotowanych posiłków przyniosły rezultaty w postaci znacznego ograniczenia tłuszczu na rzecz mięśni… Ale spokojnie, miejscowa tradycyjna piekarnia robi tak pyszne ciastka, które idealnie pasują do kawy, że ten stan długo się nie utrzyma 😉

* Więcej zdjęć jak zawsze na naszym facebooku: https://www.facebook.com/whyweclimbrocks/photos oraz na istagramie http://instagram.com/whyweclimb 🙂

2 komentarze

  1. KK

    Hej, napiszcie jak wielomiesięczne wpinanie wpłynęło na progress (można podać kwoty które teraz padają). Czego się nauczyliście – na FB koleżanka pisze o dopracowanym zarzucaniu piętką. Do tego, czy unikneliście kontuzji?

    Z pozdrowieniami
    KK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *