Podmadryckie granity

ZarzalejoCeny kempingów dookoła Madrytu zbiły nas z nóg – za noc w namiocie za dwie osoby trzeba zapłacić między 21 a 26 euro (to prawie dwukrotnie więcej niż w okolicach Fontainebleau). Rzut oka na oferty na airbnb.com pozbawił nas wątpliwości – wynajmujemy pokój! Okazało się, że jest to rozwiązanie tańsze i – nie oszukujmy się – dużo bardziej komfortowe. Po przyjeździe okazało się, że dom dzielimy z właścicielką, jej dorosłą córką i… 9 kotami! Natychmiast doceniliśmy uroki cywilizacji – metrowy dystans od sypialni do łazienki, elektryczna kuchenka, WiFi… Dawno tego nie było 😉
Nie mieliśmy przewodnika po żadnym z rejonów, które chcieliśmy odwiedzić, jednak byliśmy przekonani, że kupienie go nie będzie problemem. Niestety, założenie że w Hiszpanii wszystko będzie działało tak, jak gdzie indziej, jest błędne (nie tylko w temacie przewodników wspinaczkowych) 😉 W dużym skrócie – po zmarnowaniu pierwszego dnia na chodzenie po lesie („na pewno znajdziemy jakieś baldy!”) i jeżdżenie po Escorialu w poszukiwaniu sklepów sportowych/księgarni/bulderowni, które mogłyby przewodniki sprzedawać, skontaktowaliśmy się z koleżanką, która tu jakiś czas mieszkała i robiła super formę wspinaczkową 😉 Dzięki niej dostaliśmy kontakt do Sary, mieszkającej w Escorialu, która z kolei zna kogoś, kto taki towar rozprowadza. Zupełnie, jakbyśmy chcieli kupić nie przewodnik, ale jakąś zakazaną substancję 😉
San Lorenzo De El Escorial

El Escorial
Kamienie w Escorialu są jedyne w swoim rodzaju – wygląda to tak, jakby w nieukształtowane jeszcze kamienie ktoś rzucał kartoflami, które tam już zostały (tak też te okrągłe chwyty nazywają Hiszpanie: patatas, czyli ziemniaki);) Z wyższych sektorów rozpościera się piękny widok na San Lorenzo De El Escorial i majestatyczny zespół pałacowo-klasztorno-biblioteczny, który z każdej odległości robi wrażenie 😉
Świetnej jakości granit ma jednak dość grube ziarno, co dla dłoni które spędziły ostatni miesiąc w wymydlonym Fontainebleau było poważnym szokiem… Dzięki Sarze, która pomogła nam zdobyć przewodnik, mieliśmy szansę spędzić niedzielę w skałce z lokalsami i zobaczyć baldy niedostępne dla bulderowych turystów, bo nieuwzględnione w przewodniku (między innymi bardzo ładne El Pufo).

El Escorial

El Escorial

El Escorial

Zarzalejo
to jeden wielki bulderowy plac zabaw! Położony na pustynnym wzgórzu nad miasteczkiem niewielki rejon to nieprawdopodobna koncentracja pięknych, głównie dość łatwych bulderów – jeden obok drugiego! Na YouTube możecie sobie dokładnie obejrzeć, jak to wygląda – jest dostępny „videotutorial” wszystkich baldów na wzgórzu: https://www.youtube.com/playlist?list=PLWGO5wtiAtGvri0ODHM6JSuQs2x8KN6J5 (fantastyczny pomysł, swoją drogą).
Przyjechaliśmy tam po południu (pustynne wzgórze nie zapowiada świetnego warunu, kiedy jest 25 stopni w cieniu), i poczuliśmy się jak pięciolatki pierwszy raz w aquaparku! 😀

Zarzalejo

Supernenas


La Pedriza

to zdecydowanie największy spośród podmadryckich rejonów (przewodnik mówi o ponad 1800 problemach), oferujący też wspinanie z liną. Obfituje w highballe dla amatorów mocnych wrażeń i hardą cyfrę dla ambitnych 😉 Ze względu na przerażająco mokrą prognozę pogody musieliśmy odwiedzić La Pedrizę po dwóch intensywnych dniach wspinaczkowych. Niestety, nie wystarczyło nam bateryjki… Wstawiliśmy się w kilka baldów, doświadczyliśmy supergrubego ziarna i dość hardej cyfry, przed czym przestrzegał przewodnik i – pokonani – pojechaliśmy gotować obiad, obiecując La Pedrizie rewanż w lepszych czasach 😉

La Pedriza

5p1a9026-facebook

Madryt,
zgodnie z prognozami, powitał nas deszczem, który nie odpuścił do późnego popołudnia. Postanowiliśmy spędzić dzień w ciepłym i suchym Museo del Prado. Pod kasami muzeum okazało się jednak, że są nieczynne, choć internet zapewniał, że muzeum zamknięte jest tylko 3 dni w roku. Okazało się, że trafiliśmy na hiszpańskie święto narodowe – kasy otwarto poźniej, a wstęp sponsorowało Królestwo Hiszpanii 😉 Po czterech godzinach spędzonych na obcowaniu ze sztuką musieliśmy podreperować siły gorącą czekoladą z churrosami – warto było czekać w długaśnej kolejce 🙂

Churras

A do domu ponad 2500km… 😉

Km0

* Więcej zdjęć jak zawsze na naszym facebooku: https://www.facebook.com/whyweclimbrocks/photos oraz na istagramie http://instagram.com/whyweclimb 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *