Annot

Kto z Was słyszał o miejscówce bulderowej we francuskim Annot?
No właśnie. My dowiedzieliśmy się o jej istnieniu przypadkowo – na afterpaty zawodów bulderowych na Groto tuż przed wyjazdem. Asia i Krzyś (którzy mają już za sobą roczną podróż wspinaczkową) polecili nam poczytanie o miejscu, o którym sami tylko słyszeli, ale gdybyśmy byli w okolicy… Po powrocie do domu obejrzeliśmy nieliczne filmiki i dopisalismy do listy miejsc do odwiedzenia – miejsce wyglądało zachwycająco!

Annot - La Crete

Po rozczarowaniu, jakim okazało się być Val di Mello, jechaliśmy tam z dużą dozą niepokoju…
Nieliczne internetowe źródła, jakie można znaleźć na temat Annot, wspinały o tanim kempingu na farmie, który – poza lokalizacją (dookoła tylko baldy!) – miał też dużą przewagę cenową nad kempingiem w miasteczku.Niezrażeni rzekomą koniecznością rezerwacji telefonicznej (po francusku!) postanowiliśmy zaryzykować i spróbować szczęścia na miejscu. (Tu rzetelnie ostrzegamy – droga pod skałkę, a co za tym idzie – równiez na farmę jest… nienajlepsza. Polecamy wybranie się tam autem o wyższym zawieszeniu – choć Mondeo rózwnież poradziło sobie bardzo dzielnie!). Po około 5 kilometrach serpentynowej drogi (zaczynamy się przyzwyczajać), podążając za namalowanymi na kamieniach strzałkami na La Rouie, dotarliśmy na farmę. Żadnego ogrodzenia czy bramy. Z lewej obojetnie gapiły się na nowych przybyszów trzy osły. Z prawej odpoczywał mały Ursus. Niewielki kamienny domek, co najmniej sprzed wieku, a przy drzwiach – dzwon ze sznurkiem!Nieśmiało pokręciliśmy się przed drzwiami, niepewni, czy ktoś jest w domu, a jeśli jest, czy nie wyskoczy na intruzów zakłócających niedzielny wypoczynek 🙂 Problem sam się rozwiązał – wyszła do nas szeroko uśmiechnięta Francuzka, która zapytana, czy mówi po angielsku, odparła: „trochę” (choć potem okazało się, że prawie wcale, ale doskonale dogadywaliśmy się machając rękami). Zapłaciliśmy ostrożnie za 3 noce, dostalismy instrukcje, gdzie jest toaleta, prysznic (stały dostęp do ciepłego prysznica to była dla nas pewna nowość po miesiącu bez tej przyjemności)i prąd (każde z nas zrozumiało coś innego) i ruszyliśmy rozbijać obozowisko 🙂

Annot - La Rouie

Pierwsza noc była… trudna. Ptaki i dzikie zwierzęta robiły hałas, do którego nie jesteśmy przyzwyczajeni – szurały liście, leciały suche gałęzie i żołędzie, a w absolutnej ciszy słychać było każdy szmer. Dopiero nad ranem całe towarzystwo poszło spać i mieliśmy trochę spokoju 🙂 Każdemu, kto chciałby się tam wybrać, polecamy dobre stopery!

Rankiem ruszyliśmy w skałkę – zupełnie nie wiedząc, czego się spodziewać.To, co zobaczyliśmy, było jak Gwiazdka w środku lata!Kamienie nie ustępujące urodą tym w Fontainebleau – a pozbawione tego upionego śladu tysięcy par butów i dłoni pozostawionego przez pokolenia wspinaczy. Piękny, przyjemny jasny piaskowiec. A w lesie – tylko my… Dawno nie widzieliśmy tak pieknych baldów o trudnościach między 5 a 7A. Tu ważna uwaga – w Annot nie obowiązuje skala Fontainebleau, a lokalna – od B1 do B14. Co więcej, skala ta nie jest zbieżna ze skalą Fb – wszelkie porównania (czy wpisywanie przejść na 8a :P) są dość utrudnione.

Annoit - Paf le Chien

Topo jest jest dostępne w internecie (http://abloc.org), można ściągnąc także PDF z 2009 roku i wydrukować, do tej pory nie ukazało się żadne książkowe wydawnictwo. Niestety, jest ono – na francuską modłę – rysunkowe: każdy sektor jest przedstawiony jako rzut z góry. Czasami odszukanie właściwego, „koszernego” przebiegu balda czy znalezienie konkretnego problemu jest niełatwe 😉

Ważna uwaga: górny rejon Annot (w tym malownicze La Crete) jest zamknięty między 10 września a 10 stycznia z uwagi na odbywające się tam polowania na dziki. Spotkany na kempingu Francuz twierdził jednak, że można się tam wspinać po uprzednim upewnieniu się u lokalsów, że nikt nie planuje biegać ze strzelbą po lesie tego dnia. Jeśli ktoś zna francuski i myśliwskie obyczaje, może próbować 🙂

Baliśmy się nieco upału, który wspinania w piachu nie ułatwia, ale okazało się, że poszycie lasu jest tak gęste, że nie jest trudno znależć coś zacienionego. Pomimo 27C bez problemu dało się wspinać.

Annot - the Fist

Jeśli chodzi o trudności, przeważają baldy do 7A. Miejsce to będzie fantastycznym poligonem dla osób początkujących, czy mieszanych ekip (dużo tu i 5-tek i 7A), a nawet rodzin z małymi dziećmi (dużo płaskich polanek, niezbyt długie podejścia). W dni restowe można zwiedzić średniowieczne miasteczko, pojechać do Nicei czy Cannes nad morze lub wybrać się na trekking po okolicznych górkach. Albo… zalec na hamaczku na kempie w przyjemnym cieniu. Uwaga! Osły czyhają na bagietki 😉

Zaczęliśmy rozważać modyfikację naszego planu i przedłużenie pobytu w Annot kosztem Fontainebleau, ale pogoda zdecydowała za nas. Deszcz, który spotkał nas ostatniego dnia miał jeszcze nękać okolicę przez kolejne 3 dni. A wieć Font!

Na pewno zechcemy tu wrócić. Może nie dla cyfry, ale dla radości wspinania. Już dawno nie widzieliśmy tylu pięknych kamieni dookoła, a wszystkie kuszą aby spróbować się na nie wdrapać 😉 Szkoda tylko, że z Wrocławia mamy tu 1500km…

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *