Magic Wood – tydzień pierwszy

Magic Wood to takie dziwne miejsce, gdzie na jednym malutkim kempingu rozbijają swoje namioty wyłącznie wspinacze, jeden obok drugiego (czasem slalom do toalety jest naprawdę skomplikowany). Nie ma prądu, nikt nie ma Internetu (szwajcarski roaming jest nienormalnie drogi), cofamy się w czasie. To zbliża ludzi, trudno nie poznać nowych ludzi – szczególnie że wspinacze to naród raczej otwarty i przyjacielski 😉
5P1A7145-facebook Po trzech tygodniach w podróży powoli tracimy poczucie czasu, zaczynamy żyć własnym rytmem, nie wyznaczanym przez godziny pracy, korki w mieście, godziny otwarcia bulderowni. Nigdzie nam się nie spieszy. Budzimy się, kiedy jesteśmy wyspani – a nie wtedy, kiedy zadzwoni budzik albo kot zgłodnieje i zacznie się dopominać o napełnienie michy. Wstajemy, kiedy słońce zacznie ogrzewać namiot – zamiast w ostanim momencie pozwalającym nie spóźnić się do pracy. Nie mamy problemu, co dzisiaj założyć – z rzeczy względnie czystych wystarczy wybrać odpowiednie do stopnia zachmurzenia nieba (pranie tutaj kosztuje tyle co dwutygodniowy zapas warzyw ;)) Problemy śniadaniowe ograniczają się do dylematu, co dzisiaj dodać do jaglanki (zabraliśmy skrzynię suszonych owoców). Jemy wtedy, kiedy jesteśmy głodni – nie wtedy, kiedy koledzy zamawiają albo jest przerwa między spotkaniami. Idziemy spać, kiedy ścina nas zmęczenie – nie przedłużając sztucznie wieczoru, bo tak mało godzin życia zostaje po pracy. 10 godzin snu naprawdę dobrze robi! Tracimy całkowicie poczucie czasu – kłócimy się czasem o dzień tygodnia 🙂
5P1A7562-facebook

Życie wyznacza cykl dni wspinaczkowych i restów (*dla niewspinających się czytelników: nie da się wspinać codzinnie, więc co dzień lub dwa trzeba zrobić dzień niewspinaczkowy, tzw. rest day, w czasie którego robi się to wszystko, co normalni ludzie na urlopie 😉 )

Wspinamy się – w końcu!
Życie płynie wolno. Jest dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *